Kiełbaski i fasola w jednym garnku

| wtorek, 31 grudnia 2013
gotowa fasola z kiełbaskami

Nie wiem co z Waszym Sylwestrem i ile osób zadało Wam już to sakramentalne pytanie. Jeżeli o mnie chodzi, to drugi rok z rzędu spędzę go w miejscu innym niż praca. Pozostałe osiem starałam się, aby goście miejsc, w których pracowałam, mieli suto zastawione stoły. Dlatego w ogóle nie interesuje mnie bywanie na zorganizowanych bibach, tudzież balach (które w większości zamieniają się w biby o określonej godzinie). Jest mi absolutnie obojętne, gdzie zastanie mnie Nowy Rok. Chętnie spędzam ten czas w domu, nie doczekawszy północy, chrapiąc na kanapie. I bardzo mi żal wszystkich psów i kotów, które przerażone chowają się po kątach, uciekając od hałasów petard.

Tylko dwa razy w życiu pokusiłam się o wyjazd. Raz z przyjaciółkami do jakiegoś domu w okolicach morza, nikt nie wiedział gdzie to dokładnie jest i trudno było stamtąd wyjechać. Drugi raz miałam wybrać się do Budapesztu ze słabymi znajomymi. Już byłam w ogródku, już wymieniłam złotówki na forinty, ale kiedy dowiedziałam się, że moi mieszkający w Warszawie przyjaciele wybierają się na Mazury, dokonałam powtórnej wymiany waluty (ze stratą, rzecz jasna) i pognałam na jeziora. Było wspaniale, ale ta podróż przez całą Polskę na korytarzu wstrętnego pociągu, to wyczekiwanie na PKS, te tłumy ludzi, są w stanie znieść chyba tylko studenci. Jak teraz pomyślę, że mogłabym się tłuc gdzieś daleko tylko po to, żeby odpalić parę fajerwerków i zapłacić za nocleg podwójną stawkę, wzdrygam się ze wstrętem. Tydzień–dwa po Sylwestrze to zdecydowanie lepszy termin. Podobnie jest z weekendem majowym. Pojedź w ostatni weekend kwietnia a zobaczysz, co się stanie. W ośrodku, w którym wynajmiesz pokoje będą stały na parkingu tylko 2 samochody spółki–córki TP s.a., a Pieniny będą ciche i wyludnione. Pójdziesz sobie spokojnie na tamę na Jeziorze Czorsztyńskim, nie niepokojona przez wrzeszczące bachory czy miejscowych trybsonów. No chyba że uwielbiasz korki, tłumy i wysokie ceny. Wtedy polecam Ci Krupówki o każdej porze roku.

Jeśli zostajesz w domu, lub wybierasz się na kameralną składkową domówkę tak jak my, polecam Ci tę pyszną fasolę z kiełbaskami, która nasyci i zapewni odpowiednią podkładkę pod wszystkie trunki, które zamierzasz wypić.

Fasola z kiełbaskami
w sosie pomidorowym

Czas przygotowania: 2,5 godziny
(plus moczenie fasoli, chyba że nabędziesz moczoną)

Składniki dla trzech–czterech osób:

  • 500 g białych parzonych kiełbasek
  • 300 g suchej fasoli Jaś, lub około 600–700 g namoczonej
  • dwie gałązki świeżego rozmarynu
  • szczypta majeranku
  • mała ostra papryczka
  • 2–3 puszki pomidorów pelati lub krojonych (w zależności od tego, czy lubicie więcej czy mniej sosu)
  • 200 g pieczarek
  • 2 małe cebule
  • 3 ząbki czosnku
  • ewentualnie kromka chleba do zagęszczenia
  • 3 liście laurowe, kilka ziaren ziela angielskiego
  • sól i pieprz do smaku
  • zgrillowana bagietka lub ciabatta do podania

kiełbaski z fasolą

Zaczynamy poprzedniego dnia wieczorem od namoczenia fasoli. Wylewamy wodę z namaczania, wlewamy do garnka świeżą i gotujemy fasolę do miękkości bez soli, ale za to ze szczyptą majeranku. Zajmuje to około dwie godziny. Gdy fasola jest miękka, solimy łyżkę. Pomidory miksujemy, cebulę i czosnek kroimy drobno, pieczarki na średnie plastry. Podsmażamy warzywa na niewielkiej ilości oleju, wraz z gałązkami rozmarynu, po czym dodajemy pomidory, kiełbaski (jeśli są grube, kroimy je na plastry), liście, ziele, papryczkę i odcedzoną fasolę. Pieczarki można podsmażyć wraz z cebulą, ale najlepiej zrobić to partiami na oddzielnej patelni, wtedy ładnie się usmażą, zamiast puścić wodę i zmienić kolor na bury.Dodajemy je do reszty. Zagotowujemy i trzymamy na ogniu około pół godziny, żeby smaki się trochę przegryzły. W tym czasie grillujemy pieczywo. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem i podajemy.

Rada: Czas można wydatnie skrócić, używając fasoli z puszki, jednak lepsza jest namoczona i ugotowana samodzielnie. Konserwa to zawsze jakieś konserwanty.
Rada 2: Kiełbaski można wcześniej przesmażyć, żeby wydobyć więcej smaku, ale dla unikających smażenia moja wersja jest w sam raz.

2 komentarze

  1. Marzynia Mamcia
    3 stycznia 2014

    Ja pierniczę, toż to potrawa dla moich robotników na budowę (gdyby tyrali w sylwestra ;-)
    Ja byłam u ciotki w Bieszczadach (Bandrów Narodowy, psy dupami szczekają i dlatego jest pięknie!)
    W Nowym Roku życzę samych kulinarnych (i nie tylko) rozkoszy!

    Odpowiedz
  2. Magda
    4 stycznia 2014

    Dziekuję Marzyniu i życzę takich pięknych krajobrazów,żeby były tam same psy dupami szczekające! Ahoj!

    Odpowiedz

Napisz odpowiedź do komentarza Magda

Twój adres email nie zostanie opublikowany.
Wypełnienie wszystkich pól jest wymagane.



Komentarz

Anuluj pisanie odpowiedzi