Siostry i braccia, przed Wami focaccia

| czwartek, 22 listopada 2012
focaccia

Mamy w naszej sfeminizowanej rodzinie kilka niechlubnych epizodów fryzjerskich. Ja byłam najpierwsza. W drugiej klasie podstawówki postanowiłam obciąć włosy. A pragnienie było tak silne i tak nagle mną zawładnęło, że pobiegłam przed zajęciami do mamy do pracy po pieniądze. Wydębiłam od niej mamonę, chociaż do dziś pamiętam jej sceptyczny wzrok, i pognałam do pierwszego lepszego zakładu, który napotkałam na drodze. Była to buda przy przejeździe kolejowym, w środku przyjmował pan fryzjer. Usiadłam na fotelu, on dokonał dzieła, a ja udałam się radośnie do szkoły. I tu zaczęły się schody, bo zjadliwi koledzy z klasy nie zostawili na moim emploi suchej nitki, a ja do końca zajęć marzyłam, żeby znaleźć się w domu. Gdy już się tam znalazłam, mama popatrzyła na mnie, zlustrowała fryzurę, chwyciła za rękę i zaciągnęła do „Golarza Filipa”. Po raz pierwszy widziałam ją tak wzburzoną, kiedy robiła awanturę jakiemuś obcemu człowiekowi, bo zwykle jest spokojna. Nawrzeszczała na niego, żeby oddał pieniądze i że „Pan powinien barany strzyc, a nie ludzi!”. Chłop się przestraszył, należność zwrócił, a ja poszłam z mamą do pani Jadzi na PKS, żeby ratować głowiznę. Muszę tutaj dodać, że ów fryzjer podgolił mi włosy na karku brzytwą i trochę mnie przy tym pozacinał, więc słuszny był maminy gniew. On mnie chyba wziął za chłopczyka.

Potem była mama. Zawsze nosiła piękne, długie włosy i wyglądała o kilkanaście lat młodziej, niż wskazywała na to jej metryka. Ale kiedyś koleżanki z biura namówiły ją na radykalną zmianę wizerunku. Któregoś dnia wróciła z pracy w trwałej ondulacji, na barana, krótko przy głowie. Mój tata, od razu ochrzcił ją mianem „Białego Murzyna”, co kilka córek ochoczo podchwyciło, a ona była wściekła, że dała się namówić na coś takiego. Na swoje nieszczęście podawała wtedy jakieś dziecko w rodzinie do chrztu, więc niechlubny baran jest uwieczniony na fotografii.

Trzecia ofiara to nasza najstarsza siostra. Pod koniec podstawówki poszła do fryzjerki po sąsiedzku, żeby tylko podciąć włosy. Wtedy w podstawówce wszystkie nosiłyśmy tzw. boby i podcinałyśmy włosy co jakiś czas, żeby zachować właściwą długość. Pani albo nie zrozumiała nastolatki, albo po prostu zlekce sobie ważyła jej życzenie, postanawiając obciąć ją po swojemu. No i obcięła. Zrobiła jej grzywkę, wycieniowała włosy z tyłu, resztę zostawiła dłużej. Klasyczny „starobab”, jak mawiamy w domu. A dla nastoletniej dziewczyny lamerska fryzura to dramat. Pierwsze łzy zauważyłam u siostry już na fotelu fryzjerskim. Nie wiem czy była zbyt nieśmiała żeby oponować, czy może fotel fryzjerski ją trochę sparaliżował, nie mniej jednak nie powiedziała nic. Zapłaciła, wyszłyśmy, a za drzwiami zaczął się spazm. Jak ja jej wtedy współczułam…

Dziś już wiem, co zaradzić post factum. Po prostu trzeba zjeść coś naprawdę smacznego, co jadamy zwykle od święta. To zawsze zadziała. Na przykład taka focaccia, czyli wielki włoski kanapacz, którego sami sobie upieczemy.

Focaccia

Czas przygotowania: około 2 godziny

Składniki dla dwóch, trzech osób:

Ciasto:

  • 170 ml ciepłej wody
  • 330 g mąki
  • 20 ml oliwy extra vergine
  • 12–15 g drożdży
  • łyżeczka soli

Emulsja do focaccii:

  • 65 ml oliwy extra vergine
  • 50 ml wody
  • pół łyżki soli, najlepiej morskiej

Drożdże należy rozpuścić w wodzie, dodać oliwę, następnie wsypac przesianą mąkę, dodać sól i wyrobić ciasto. Gdy jest dobrze wyrobione, włożyć do miski, przykryć ściereczką i odstawić na 40 minut do wyrośnięcia.

ciasto na focaccie

Po tym czasie przygotowujemy sobie blaszkę prostokątną z tych większych. Ale nie tę płaską z piekarnika, ostatnio robiłam w takiej i focaccia wyszła za płaska. Najlepsza jest taka co ma 26 cm (mówię o dłuższym boku, krótszy to około 15 cm). Smarujemy blaszkę oliwą, wkładamy tam ciasto i robimy palcem dziurki dość blisko siebie. mieszamy składniki emulsji i wylewamy na ciasto, żeby wszystkie otworki były wypełnione. Przykrywamy ciasto i ponownie odstawiamy do wyrośnięcia na kolejne 30–40 minut.

emulsja do focaccii

W tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni i przygotowujemy dodatki – kroimy salami, kroimy sery, robimy pasty jakie lubimy, smażymy plastry bakłażana i cukinii.

Po upływie podanego czasu wkładamy focaccię do piekarnika na ok. 15 minut, aż się zezłoci. Gdy jest gotowa, wyjmujemy ją z piekarnika i szybko wyciągamy z blaszki na ściereczkę bądź deskę, inaczej będzie zbyt wilgotna. Gdy odrobinę przestygnie przekrajamy ją w poprzek. Całą blaszkę trudno będzie przekroić właściwie, dlatego najpierw kroimy ją na 6 kawałków.Będą to nasze kanapy. Smarujemy pastami, lub skrapiamy oliwą, wkładamy między kawałki dodatki i zajadamy się tymi wybornymi, wielkimi kanapkami. Wystarczy spokojnie za obiad.

PS. Jeśli ktoś chce urozmaicić focaccię, może dodać do ciasta igiełki rozmarynu, kawałki suszonych pomidorów, czy oliwki.

upieczona focaccia

2 komentarze

  1. Marzynia Mamcia
    28 listopada 2012

    Piekłam foccacię i wyszedł mi po prostu spód do pizzy. Za gruby, żeby go obłożyć i zapiec. Coś musiałam zrobić źle.
    Z wątku „włosianego” obśmiałam się jak norka. Moja przygoda z trwałą to był hardkor niewyobrażalny dla kogoś, kto urodził się po 1975 roku. Jeszcze dziś czuję smród spalonego kopyta, dłuuugo macerowanego w (sorry) moczu, który – jak to pięknie ujął Czarny Pieprz: „Niósł się przez tramwaje i autobusy, osiadał na ciuchach i dusił kochanków w najbardziej intymnych momentach”.

    Odpowiedz
    • Wielka Pyszność
      28 listopada 2012

      Jeśli wyszła za sucha, to może trzeba dać więcej emulsji na wierzch, albo spróbować większą blaszkę. Co do włosów, to poza epizodem Białego Murzyna nie miałam w domu nikogo z trwałą ani aspiracjami punkowymi, więc ów fetor znam tylko okazjonalnie od fryzjera :)

Napisz odpowiedź do komentarza Marzynia Mamcia

Twój adres email nie zostanie opublikowany.
Wypełnienie wszystkich pól jest wymagane.



Komentarz

Anuluj pisanie odpowiedzi